Z perspektywy pacjenta – wywiad

 

Mogę opowiadać o tym jak pomagam, ale moja perspektywa to punkt widzenia specjalisty. Pomyślałam więc, czemu nie spytać o to mojego pacjenta. Poprosiłam o odpowiedzenie mi na parę pytań osobę, z którą zakończyłam już współpracę. Jej zaangażowanie w proces, wrażliwość, otwartość i chęć współpracy na zawsze pozostaną w mojej pamięci i to zdecydowało, że to właśnie ją poprosiłam o wywiad. Szczerze… odpowiedzi przerosły moje oczekiwania, maksymalnie wzruszyły i pokazały kolejny raz, że psychodietetyka ma ogromny sens!  Dziękuję! Pacjentka oczywiście pozostaje anonimowa.

 

Po pierwsze chciałabym bardzo podziękować za udział w tym wywiadzie i chęć podzielenia się z moimi obserwatorami, swoimi przemyśleniami na temat konsultacji u psychologa, specjalisty psychodietetyki.

 

  1. Dlaczego psycholog, specjalista psychodietetyki? Dlaczego zdecydowała się Pani na ten rodzaj pomocy?

 

Właściwie, na początku zamierzałam zwrócić się o pomoc do psychologa. Ale kiedy w lutym w czasie „Targów na zdrowie” spotkałam Panią, i dowiedziałam się więcej na temat pracy psychodietetyka, zdecydowałam się na tę formę pomocy.

Od prawie dziesięciu lat cierpiałam na bulimię. Z jednej strony byłam tym zmęczona, a z drugiej bałam się szukać rozwiązania. Dzięki rozmowie, postanowiłam jednak spróbować. Bardzo przekonało mnie to, że dostanę nie tylko psychiczne wsparcie, ale także pomoc w zaplanowaniu tego w jaki sposób się odżywiać, aby stopniowo odchodzić od kompulsywnego „objadania się”. Z pewnością bardzo pomogła mi praca z dzienniczkiem żywienia, w którym zapisywałam nie tylko to co zjadłam danego dnia, ale też emocje jakie w danym momencie mi towarzyszyły. Myślę, że współpraca z psychodietetykiem jest idealną formą pomocy dla osób cierpiących na zaburzenia odżywiania. Jest to nie tylko spojrzenie na sferę psychiczną danej osoby, ale spojrzenie na nią holistycznie, co jest niezbędne w czasie terapii.

 

  1. Jak sobie Pani wyobrażała konsultacje z psychologiem, specjalistą psychodietetyki? Czy Pani wyobrażenia się sprawdziły?

 

Zanim zaczęłam współpracę z Panią, wyobrażałam sobie, że kiedy opowiem o moim problemie zostanę uznana za zbyt przewrażliwioną, mającą bardzo poważne zaburzenia psychiczne osobę. Bałam się odtrącenia, niezrozumienia, tego, że na początku zostanie wytknięty każdy mój błąd. Pochodzę z małej miejscowości, w której ludzie właśnie taki pogląd mają na temat spotkań z psychologiem…

Na szczęście okazało się że moje przeczucia są błędne.

 

  1. Co było najbardziej zaskakujące podczas spotkań?

 

Właśnie tym, co najbardziej mnie zaskoczyło podczas spotkań, było to jak wiele wsparcia, zrozumienia i empatii dostałam z Pani strony. Nie było ostrej oceny i krytyki mojej choroby. Tak, choroby. Wcześniej postrzegałam bulimię jako „łatkę”, czułam się gorsza niż inni, bo w taki sposób przez ostatnie lata „rozładowywałam” moje napięcia i negatywne emocje.

Na spotkaniach mogłam pokazać to jaka jestem, jakiem są we mnie emocje i słabości.

 

  1. Jak długo trwały nasze spotkania, jak Pani ocenia czas tej współpracy?

 

Nasze spotkania trwały od lutego do sierpnia 2019 roku.  Na początku spotkania odbywały się co tydzień, później co dwa.

Uważam, że było to bardzo owocny czas.

Bardzo trudny, ale bardzo dobry i ważny.

 

  1. Jak czuła się Pani po spotkaniach?

 

Po spotkaniach bywało różnie. Zawsze jednak miałam świadomość, że każde spotkanie dało coś dobrego, nawet jeżeli było trudne. Za każdym razem widziałam, że coś się we mnie zmienia. Bardziej rozumiałam siebie, albo moich bliskich. Dzięki spotkaniom nauczyłam się też  właśnie tego. Myślę, że jest to niesamowicie ważne – Jeżeli chcę, aby inni mnie zrozumieli, to ja też muszę spróbować ich zrozumieć. Jakby wyjść z siebie i jako obserwator, trzecia osoba spojrzeć na sytuację.

Poza tym, najtrudniejsze z pewnością były pierwsze spotkania. Musiałam na nowo się „rozbić”, aby później zrozumieć, że jest mi to potrzebne, aby na nowo się „poskładać”. Były łzy, złość i żal, które po pewnym czasie zaczęły ustępować miejsca zrozumieniu, akceptacji, spokojowi, a w końcu wdzięczności.

 

  1. Czy pojawiły się jakieś trudności, np. czasami brak chęci do przyjścia na konsultację i jak sobie Pani z nimi radziła?

 

Trudności było mnóstwo. W mojej głowie.

W czasie terapii, bywało tak, że nie miałam przez pewien czas ochoty wstać z łóżka i pójść do pracy. Czułam się beznadziejna, najgorsza na świecie, nie mogłam na siebie patrzeć. Bo przecież chodziłam na spotkania wszystkiego „się trzymałam”, a wystarczyła chwila stresu i znów uległam chorobie. Strasznie sobie to wyrzucałam i myślałam, że nie ma sensu kontynuować, że przecież tak będzie zawsze i nic się nie zmieni. Miałam w sobie bardzo dużo żalu i nienawiści do samej siebie.

Przed każdym spotkaniem, dzwoniła do mnie siostra, a po spotkaniu przyjaciółka.

To dzięki nim docierałam i brałam udział w spotkaniach. Gdybym była z tym sama, czuję że niejednokrotnie nie pojawiłabym się na spotkaniach, być może w ogóle bym z nich zrezygnowała.

 

  1. Czy coś zyskała Pani dzięki naszym spotkaniom?

 

Dzięki spotkaniom z Panią, zyskałam bardzo wiele.

Myślę, że najważniejszą rzeczą jest miłość do samej siebie. Taka zdrowa miłość, dzięki której codziennie uczę się siebie akceptować, rozumieć, patrzeć z innej perspektywy. Tak, byłam chora i ta choroba jest częścią mnie. Mam ochotę płakać, jest mi źle – tak. Taką też siebie kocham. Mam prawo tak się czuć. I taka jestem.

Zrozumiałam, że każde doświadczenie czegoś mnie uczy.

Zrozumiałam, że mimo tego co się stało jestem wartościową osobą.

Nauczyłam się doceniać bardziej moją rodzinę i bliskich, rozumieć ich. A jeżeli nie jestem w stanie zrozumieć ich całkowicie, to chociaż próbować, starać się.

Nie wymagać tylko zrozumienia od innych, ale też od siebie.

Zamiast kogoś od razu oceniać, staram się go najpierw zrozumieć.

Zyskałam również dużą wiedzę na temat prawidłowego i zdrowego odżywiania się, oraz faktów i mitów dotyczących jedzenia.

 

 

  1. Czy coś stało się łatwiejsze dzięki naszym spotkaniom? Czy może po naszych spotkaniach coś stało się trudniejsze?

 

Myślę, że spotkania ułatwiły mi bardzo wiele w życiu.

Przede wszystkim już tyle nie myślę, nie analizuję, nie nadbudowuję i nie  „chomikuję”  w sobie trudnych emocji. Po prostu działam. Znalazłam i ciągle szukam nowych sposobów na rozładowanie napięć i emocji. Nie dostaję „histerii”, kiedy zjem produkt, który ma w składzie cukier. Zupełnie inaczej podchodzę do jedzenia. „Zdrowiej”.

Początkowo trudno było mi mówić komukolwiek, o tym że chodzę do psychodietetyka. Jednak teraz, po wielu spotkaniach znacznie łatwiej opowiadać o tym innym. To po prostu stało się dla mnie naturalne.

Z pewnością trudniejsze stało się patrzenie na to jak wiele osób ma problem  z zaburzeniami odżywiania, i to, że tak jak kiedyś ja nie mają one odwagi zwrócić się o pomoc do specjalisty. Niestety, w wielu środowiskach, miejscowościach takie osoby czują się w pewien sposób „napiętnowane”. 

W wielu szkołach mówi się tylko o tym co to jest bulimia, czy anoreksja, ale nikt nie mówi o tym w jaki sposób zapobiegać lub leczyć konkretne zaburzenia odżywiania.

 

  1. Minęło już parę miesięcy od naszych spotkań, czy teraz ocenia je Pani inaczej, czy dalej mają one wpływ na Pani życie?

 

W ciągu ostatnich kilku miesięcy od ostatniego spotkania, w moim życiu miało miejsce kilka trudnych wydarzeń (zupełnie niezwiązanych z zaburzeniami odżywiania  i spotkaniami). Zadziwiło mnie to, z jaki spokojem i opanowaniem potrafiłam na nie zareagować. Ponieważ na pewien czas wykluczyły mnie one z pracy i codziennych, stałych zajęć. Oczywiście pojawił się stres, obawy i niepewność, ale w tym wszystkim paradoksalnie potrafiłam odnaleźć spokój. Każdego dnia notowała wszystkie odczucia i emocje, jakie mi towarzyszył i na koniec zapisywałam co najmniej jedną rzecz za którą jestem wdzięczna.

Zauważyłam wtedy i widzę teraz po upływie czasu jak bardzo spotkania i poznane na nich techniki wpłynęły na moje życie. Czuję się silniejsza, staram się nie tłumić emocji, jeżeli potrzebuję pomocy, to o nią proszę. Bez lęku. Z wdzięcznością.

 

  1. Komu poradziłaby Pani spotkania z psychologiem, specjalistą psychodietetyki?

 

Spotkania z psychologiem, specjalistą psychodietetyki, poleciłabym nie tylko osobom, które mają anoreksję, bulimię lub inne zaburzenia odżywania, ale także tym które zaczynają się odchudzać, krytycznie patrzeć na swoje odbicie w lustrze, wpadają w kompleksy z powodu swojego wyglądu. Na początku wszystko zaczyna się niewinnie, w głowie. Szukamy informacji w Internecie – jak coś zmienić, jak zacząć się odchudzać. Zapominamy o tym, że każdy z nas jest indywidualnym „przypadkiem”, i nie dla każdego odpowiednia jest np. dieta „1200 kcal”. Każdy z nas ma inne zapotrzebowanie kaloryczne, inną budowę ciała, prowadzi inny tryb życia. Dlatego uważam, że znacznie lepiej zainwestować ten czas na spotkanie ze specjalistą, a nie czytanie ogólnych internetowe porady. Warto wybrać się choćby na kilka spotkań i skonsultować swoje działania z psychologiem/psychodietetykiem. Dowiedzieć się też w jaki sposób komponować swoje posiłki, aby były one pełnowartościowe. Naprawdę nie ma się czego bać. Myślę, że jest to dobre nie tylko zdrowia fizycznego, ale przede wszystkim psychicznego.

 

  1. Czy chciałaby Pani jeszcze coś dodać?

 

Chciałabym Pani bardzo podziękować! Za Pani spokój, wyrozumiałość, cierpliwość, profesjonalne podejście, nieustanne szukanie rozwiązań, za ciepłą i przyjazną atmosferę, dzięki którym w czasie spotkań mogłam czuć się „zaopiekowana” i bezpieczna.

Dziękuję za szerzenie i dzielenie się wiedzą na temat psychodietetyki.

Wspaniale, że Pani ciągle się rozwija, organizuje warsztaty i nowe projekty. Trzymam bardzo mocno kciuki za Panią i życzę powodzenia. Dziękuję z całego serca!

Dodaj komentarz