Dieta w USA

Co jedzą Amerykanie? Co króluje w restauracjach, a co w typowych supermarketach. Modnie i zdrowo? Czy dalej tłusto i w fast foodach. Życie jak z Instagrama, czy szara rzeczywistość? O tym Wam opowiem…


Zastanawiacie się co jedzą Amerykanie?

Powstaje u nich tyle programów o wpływie diety na zdrowie, o tym jak schudnąć, ćwiczyć… Na Instagramach blogerek z USA króluje zdrowe, świeże jedzenie jak smoothie lub acai bowl. Mogłoby się wydawać, że są świadomi i historie o ociekających tłuszczem hamburgerach, colach w wielkich kubkach to już przeszłość. Niestety, rzeczywistość to nie instagram, a prawdziwa dieta amerykanów pozostawia wiele do życzenia…

W związku z moją ponad trzytygodniową podróżą po USA, chciałabym Wam opowiedzieć jak wygląda dieta amerykanów. Jest to ciekawe, szczególnie z tego względu, że to co dociera do nas europejczyków nijak ma się z rzeczywistością, która niestety zaskoczyłam mnie i zasmuciła.

Zacznijmy od tego, że dieta typowego mieszkańca USA może różnić się ze względu na to gdzie mieszka i jaka jest jego sytuacja finansowa. Jeżeli jest to osoba z Nowego Jorku, San Francisco, LA lub innego dużego miasta, a dodatkowo jest modelką, instagramerką lub po prostu dba o siebie i ma na to pieniądze to faktycznie sytuacja nie jest taka zła. Zakupy robi w sklepach ze zdrową żywnością, a na mieście je w sławnych knajpkach gdzie podają sałatki, owocowe miski, tosty z awokado. Jednak zdrowe jedzenie w Ameryce jest bardzo drogie. Odniosłam wrażenie, że zdrowo to luksusowo. W sklepach dyskontowych nie ma działu warzywa i owoce!!! Tak, nie da się kupić świeżych warzyw, serio… W większych, typowych marketach te warzywa i owoce są i jest bardzo duży wybór, większy niż w Polsce, ale te produkty wyglądają jak z fabryki. Cebule, papryki, jabłka identycznej wielkości, świecące, jak z plastiku.

Okej, ale są… co z resztą produktów. Pieczywo to najcześciej pakowane w worki chleby tostowe, albo podobne do tostowych, które są miękkie jak gąbka. Wszystko paczkowane. Czasem można znaleść białe bagietki, bajgle różnego rodzaju (jeden bajgiel ponad 300kcal!) i różnego rodzaju słodkie ciasta, miliony muffinów. Prawie wszystko zawiera chemiczny skład. Nabiał taki jak występuje w europie, czyli sery kozie, pleśniowe, takie typowe żółte w marketach są prezentowane jako coś lepszego, droższego. Typowy, tani, amerykański ser to kwadratowe plasterki podobne do topionego, jak w bułkach w MCdonaldzie. Smakuje hm… jak nie ser :D. Jest lekko słodki (cukier dodają chyba wszędzie), mięciutki i ma gumowatą konsystencje. Pakowany najczęściej po (UWAGA) 16 plasterków! Zresztą szynka też jest tak pakowana. Wszystko jest większe. Najczęściej wszystko kupuje się w sześciopakach. Nie da się kupić napoju alkoholowego (piwo, drinki) pojedynczo. Mięso to najczęściej kurczaki (Nawet są fast foody, które serwują tylko kurczaki w panierce i to bardzo różne sieciówki). Jak wyglądają, możecie zobaczyć poniżej… moja ręka do porówniania… chyba nie muszę nic dodawać 🙂 … takie tak małe kurki…

 

Jeżeli chodzi o resztę produktów to typowy market składa się z 50% ze słodyczy i chipsów, a reszta to inne jedzenie. W tym są czasem świeże warzywa i owoce, jedna półka z pieczywem, z mięsem, pare rodzajów makaronu, ryżu i takich podstawowych produktów, a reszta to różnego rodzaju gotowce. Oj tutaj wybór taki jakiego w życiu w Europie nie widziałam (i dobrze). Zupki z puszek, ciągnące się przez całą alejkę.

Nawet zupki specjalnie dla dzieci…

Dodatkowo inne gotowce w stylu zupek chińskich, pudełek do zalewania wodą, gotowych sosów. Czasem spotykaliśmy się z tym, że market był ułożony w taki sposób, aby dawać ludziom gotowe rozwiązania. Np. tam gdzie sosy pomidorowe, tam makaron. Dużo rzeczy (nawet specjalnie ziemniaki) było przygotowanych do kuchenek mikrofalowych, bo oni czasem nie posiadają pieców. Odniosłam wrażenie, że ich dieta musi być mało urozmaicona, nie mówiąc już o chemii, która jest prawie we wszystkim. Nawet produkty, które występują w europie, jak np. sławne amerykańskie ketchupy, które w Polsce nie zawierają chemicznych dodatków, tam je zawierają.

Tak jak wcześniej pisałam pół sklepu to słodycze i słone przekąski. A to dlatego, że tyle ich mają. Rodzajów słodyczy i przekąsek mają do wyboru do koloru.

 

No i słynne płatki śniadaniowe w kartonowych opakowaniach. Tak, faktycznie są w kartonach. Tak, faktycznie wybór jest ogromny. Tak, są kolorowe. Nawet zielone! Reklamują je postacie z bajek, a opakowania krzyczą do dzieci „weź mnie”. Przykry widok…

To by było na tyle jeżeli chodzi o sklepy. Szczerze? Moje zadanie jako psychodietetyka byłoby tam o tyle ciężkie, że trudno by było kogoś uczyć co ma kupować w sklepach, a co nie. Bo po odrzuceniu niezdrowych, szkodzących produktów zostałoby komuś 15% produktów w sklepie. I to w tym przypadku, gdzie w sklepie są warzywa i owoce…  W Polsce naprawdę nie jest źle. Można jeść zdrowo i w tej samej cenie, tam jest to o wiele trudniejsze, także nie narzekajmy 🙂 .

 

Jedzenie „na mieście”

Tak jak wyżej wspominałam w dużych miastach da się znaleźć zdrową alternatywę. Może to nie będzie ideał i w Europie jest w tym temacie o wiele, wiele lepiej, ale tam też się da. Obecnie popularne są acaibowl, czyli miseczki ze zmiksowanymi jagodami acai i do tego świeże owoce, orzechy, nasiona. Oraz różne sałatki, smoothie.

Najczęściej jednak jedzenie w zwyczajnych knajpach nie jest najzdrowsze… Na śniadanie najczęściej jedzą bajgle (szczególnie w NY), z serem, bekonem i jajkiem. Można też zamówić inne rodzaje, jak z twarożkiem i łososiem lub różnego rodzaju pastami.

Oprócz tego popularne są duże talerze gdzie możemy wybrać: jajka w różnej postaci, do tego kiełbaskę lub bekon i inne dodatki. Zdziwiło mnie to, że na jednym talerzu mieszają słodkie śniadanie ze słonym. Np. słodkie tosty francuskie, do tego jajka sadzone i bekon.

No i oczywiście słynny Starbucks :). Jest na każdym kroku w dużym mieście i przy każdej autostradzie. Najpopularniejsza forma to drive thru, czyli podjeżdżasz i zamawiasz, bez wychodzenia z samochodu (amerykańskie leniuszki 🙂 ). Oczywiście króluje duża kawa i najlepiej z dodatkami. My piliśmy czarną, a raz z mlekiem sojowym (ale było słodkie, ehhh).

Śniadania w hotelach, motelach  były po prostu niezdrowe. Jedynie owoce ratowały nas w tej sytuacji. Oprócz nich serwowali tosty, białe bajgle z twarożkiem, dżemem lub płatki z mlekiem. Do tego jakaś muffinka lub cynamonowa drożdżówka albo gofr. Węglowodany proste i cukier. Śniadania niedające energii na resztę dnia. Masakra.

Jeżeli chodzi o dania obiadowe to najwięcej jest knajp oferujących hamburgery, hot dogi, pizze, kurczaki, ewentualnie włoskie jedzenie jak makarony. Oczywiście, że istnieją również wyszukane restauracje, ale z racji tego, że w zwykłej restauracji za dwa hamburgery plus do tego po jednym dodatku płaciło się prawie 200 zł (wszędzie są takie ceny w USA) to wiecie… nie są one tak popularne :D.

Dania w restauracjach są ogromne! Jednym makaronem spokojnie byłyby w stanie najeść się dwie osoby. Na szczęście popularne jest u nich proszenie o pudełka na wynos i pakowanie niedojedzonej porcji.

Restauracje o których pisałam, nie są jednak najpopularniejszą formą „stołowania się” w Ameryce. Najpopularniejsze, niestety i wciąż pozostają fast foody. Jest ich mnóstwo. Na każdym kroku. W mniejszych miejscowościach są bary z fast foodowym jedzeniem lub sieciówki. W każdym mieście prawie to samo. Nie ważne czy byliśmy we Florydzie, czy w Kalifornii. Króluje oczywiście Mcdonald. Co śmieszne, u nas w Europie już pare lat temu wszystkie Mcdonaldy  zmieniły koncepcje i czerwony kolor zastąpił zielony, taki który kojarzy się ze zdrowiem (taki tam chwyt marketingowy). W USA dalej są czerwone i wyglądają tak jak u nas kiedy byłam w podstawówce i jeszcze tam czasem zaglądałam. Nie musieli zmieniać koncepcji bo dalej miliony amerykanów tam jada i nic sobie nie robi z tego, że nawet na drzwiach jest informacja o tym, że niektóre dania są rakotwórcze! Widocznie próbują coś regulować prawnie, ale nic to nie daje. O tym mogłabym napisać osobny wpis, dlaczego…

Kanapki w tym fast foodzie są takie same jak u nas. Kubki do „dolewki” dają wielkie i na prawdę ludzie robią po 3 dolewki coli lub innego napoju. Takich różnych kolorowych napoi, których szczerzę nienawidzę w Ameryce jest mnóstwo. Cola, fanta, sprite i inne mają po kilka rodzajów. Do tego są różnego rodzaju lemoniady itp. W takim automacie w fast foodzie jest ok. 30 rodzajów kolorowych napoi. Zamówiliśmy raz lody, wiecie, te zwykłe takie z automatu… na zdjęciu poniżej porcja takiego loda… oczywiście musieliśmy wyrzucić większość bo był on z 3 razy większy niż u nas!

Oprócz tej sławnej sieciówki są inne. W Ameryce większość sklepów to sieciówki dostępne na terenie całego USA. Wszędzie jest: subway, KFC, Taco bell, Burger king, Mcdonald, Starbucks (u nich to serio jest jak fast food). Oprócz tego dużo innych, których nie ma w Polsce serwujących burgery, kurczaki lub meksykańskie jedzenie. Wszystko bardzo tłuste, ciężkie i chemiczne. Ale stosunkowo tanie jak na jedzenie w Ameryce i cieszące się dużą popularnością. Szczególnie opcja drive thru. Czasem samochody tworzą większą kolejkę niż jest w środku ludzi. Bo Amerykanie uwielbiają jeździć autem i wszystko załatwiać za pomocą niego. Nawet widzieliśmy bankomat drive thru :D.


Podsumowując:

Dieta amerykanów to rzadko zdrowe, fit dania prezentowane na instagramie. Dalej mają oni małą świadomość wpływu jedzenia na swoje zdrowie lub tak bardzo nie potrafią sobie z tym radzić. Ludzi otyłych w Ameryce jest bardzo dużo i nie jest kwestia estetyki, jest to otyłość, która zagraża zdrowiu. Jest to przykre, szczególnie gdy widzi się małe dzieci na zakupach z rodzicami, które jeszcze szczupłe, z wielkim prawdopodobieństwem w przyszłości nabawią się otyłości z powodu złych nawyków żywieniowych i za tym idących problemów zdrowotnych. My jako Polacy lubimy czerpać przykład z Ameryki. Jeżeli chodzi sposób żywienia, nie pójdźmy w tą stronę. W stronę gotowców, chemii i fast foodów. Wybierajmy zdrowsze opcje, dla siebie i dla swoich bliskich.

Nawet w USA czasem udawało się dokonywać takich wyborów, u nas jest to jeszcze prostsze 🙂

Dodaj komentarz